RSS
sobota, 17 kwietnia 2010
hades zaprasza

Grzegorz Olsza雟ki
Hades zaprasza

i nagle pomy郵a貫m
o tych wszystkich
zak豉dach
gotowych rzerobi ci w trupa

i otwartych przez ca陰 noc

鈔oda, 14 kwietnia 2010
epilog

Charles Baudelaire
Epilog

Z sercem pe軟ym rado軼i wszed貫m na wzniesienie,
Sk康 wida miasto w jego rozleg這軼i ca貫j,
Szpital, lunapark, czy軼iec, piek這 i wi瞛ienie,

Gdzie wszystkie potworno軼i jak kwiat wybuja造,
Ty wiesz, patronie mojego strapienia, Szatanie,
疾 oczy me 貫z pustych wylewa nie chcia造,

Lecz jak stary rozpustnik, potwornym kochaniem
Chcia貫m si upi w starej gamratki ramionach.
Jej czar piekielny odm豉dza mnie nieprzerwanie.

Ty, co 酥isz jeszcze, w p堯tna 鈍itu otulona,
Ci篹ka, kaszl帷a, albo pyszna w lamowanych
Szczeroz這tem mrocznego wieczoru zas這nach.

Kocham ci, o, stolicy ha鎟y! Kurtyzany,
Bandyci, cz瘰to ofiarujecie rozkosze,
Kt鏎ych smak jest grubia雟kim profanom nie znany.

Prze這篡 M.Jastrun

poniedzia貫k, 12 kwietnia 2010
domys造 na temat barabasza

i kolejny nawi您uj帷y do 鈍i徠 wielkanocnych - jak mawia moja znajoma - troch po frytkach. ale to nie zmienia faktu, 瞠 po prostu dobry.

Zbigniew Herbert

Domys造 na temat Barabasza

Co si sta這 z Barabaszem? Pyta貫m nikt nie wie

Spuszczony z 豉鎍ucha wyszed na bia陰 ulic

m鏬 skr璚i w prawo i嗆 naprz鏚 skr璚i w lewo

zakr璚i si w k馧ko zapia rado郾ie jak kogut

On Imperator w豉snych r彗 i g這wy

On wielkorz康ca w豉snego oddechu

Pytam bo w pewien spos鏏 bra貫m udzia w sprawie

Zwabiony t逝mem pod pa豉cem Pi豉ta krzycza貫m

tak jak inni uwolnij Barabasz Barabasza

Wo豉li wszyscy gdybym ja jeden milcza

sta這by si dok豉dnie tak jak sta si mia這

A Barabasz by mo瞠 wr鏂i do swej bandy

W g鏎ach zabija szybko rabuje rzetelnie

Albo za這篡 warsztat garncarski

I r璚e skalane zbrodni czy軼i w glinie stworzenia

Jest nosiwod poganiaczem mu堯w lichwiarzem

w豉軼icielem statk闚 – na jednym z nich 瞠glowa Pawe do Koryntian

lub – czego nie mo積a wykluczy –

sta si cenionym szpiclem na 穎責zie Rzymian

Patrzcie i podziwiajcie zawrotn gr losu

o mo磧iwo軼i potencje u鄉iechy fortuny

A Nazareta鎍zyk

zosta sam

bez alternatywy

ze strom

軼ie磬

krwi

niedziela, 11 kwietnia 2010
u poncjusza pi豉ta

Na pocz徠ek - troch poniewczasie - co o tematyce wielkanocnej.

Edward Szyma雟ki
U Poncjusza Pi豉ta

(fragment poematu)

Zbiegowiska czyni貫 na drogach,

t逝mom cham闚 u篡cza貫 chleba.

A i to ci nie ujdzie na sucho,

瞠 „bogacz

(tak m闚i貫?)

nie przejdzie do nieba

jako wielb陰d przez igielne ucho”.

Zgranych sobie wzi掖e towarzyszy:

bezrobotne pastuchy, rybaki-nicponie.

Mot這ch z tob szed g這dny i bosy,

nie zacni obywatele.

Czas ju by這 rozruchy uciszy,

demonstracjom po這篡 koniec.

W豉dza mia豉 cierpliwo軼i dosy,

lecz nie za wiele.

Tu s – widzisz – raporty dok豉dne.

Dawno ciebie ju mia貫m na oku.

No, a teraz syp pr璠ko i sk豉dnie,

jakich mia貫 wsp鏊nik闚,

wywrotowy proroku.

Milczysz? Dobrze. A w szabas w 鈍i徠yni

kto bi kupce i wywraca kramy?

To porz康ny Judejczyk tak czyni?

Takich my znamy!

Nie znale幢i przy tobie pieni璠zy.

Biedny jeste, co? 畝rty wolne!

Mo瞠 powiesz, ze 篡貫 w n璠zy,

jako ptaki bezdomne,

jako lilie polne…

Patrzysz dumnie. Nic nie chcesz rzec.

Mo瞠 skrucha ci piersi t這czy…

Hej, zostawcie nas! Wszyscy precz!

Pom闚my teraz w cztery oczy.

Powiadaj, ze Prawda i Mi這嗆

oto twoje has豉 m這dzie鎍ze.

S豉wa – rozumiem. Niechby i Bogactwo by這 –

ale Mi這嗆? Och, za豉ma r璚e!

Powiadaj, 瞠 czyni貫 cuda,

瞠 nikomu z貫go nie wyrz康zi.

Cuda? Sam lubi cuda, gdy mnie trapi nuda.

A z tym dobrym dzia豉niem

bardzo 幢e jest, kochanie,

bo

od czego w豉軼iwie s rz康y?

Szkoda ciebie. Pot篹nych masz wrog闚,

umiesz sobie popularno嗆 zdoby.

A przy twoim wp造wie na og馧

mo積a by wiele zrobi.

Czy tak samo. M闚 jeszcze surowiej,

do rozruch闚 si nawet posu.

A po cichu przyjd – co, gdzie, z kim: powiedz

i wska par najruchliwszych os鏏.

Milczysz. Trudno. Ja ciebie rozumiem –

mi這嗆 w tobie jest i prawda 篡wa.

T逝m – zarzewie.
Ty jest iskra w t逝mie.

Musisz zgin望!

Ja r璚e umywam…

1937

Wiersz z tomu „Wtajemniczenie”, Krak闚 1971